Bieszczady

 

 

Zdarza się, że z różnych powodów czasem ciężko nam osiągnąć jakiś wymarzony cel. Tak było w moim przypadku z Bieszczadami. Od kilku lat próbowałam tam pojechać, już bywało bardzo blisko realizacji.. ale coś się działo, że jednak nie. Z początkiem roku 2018 założyłam sobie jasny cel, że tym razem się uda, koniec kropka. Z góry zaplanowałam, że będzie to miało miejsce w październiku, chcę zobaczyć Bieszczady w jesiennej szacie. Ba! Wstanę nawet przed wschodem słońca (a wierzcie mi, nienawidzę wstawać wcześnie rano!) żeby zobaczyć je spowite we mgle. 

Jak postanowiłam tak się stało. Co więcej, pogoda była tak łaskawa, że wszystkie te lata oczekiwań zostały mi zrekompensowane. Było cieplutko, słonecznie i niesamowicie kolorowo, a o poranku, kiedy to zgodnie z założeniami wstałam by podziwiać wschód słońca z Połoniny Caryńskiej, zobaczyłam tak piękne mgły jak nigdy wcześniej. Było przecudownie.

Nie tylko za sprawą pogody, ale i towarzystwa. Spotkaliśmy się w sześcioosobowym składzie, wszyscy fotografowie, więc mieliśmy podobną zajawkę i świetnie się rozumieliśmy. Z niektórymi widziałam się po raz pierwszy z racji sporych odległości w jakich od siebie mieszkamy. ale mam nadzieję nie ostatni. 

Przywieźliśmy ze sobą sporo wspomnień. Setki zdjęć. I marzenie by tam nie raz wrócić.