Dolomity, dwie odsłony

 

 

W Dolomity wyruszyłam po raz drugi. Z ludźmi, o których wiecie miej więcej tyle (kto jest ze mną dłużej i na bieżąco), że można konie kraść.  Mają w sobie ogromną pasję do gór, natury i zdjęć. Wydawałoby się, że nie spodziewali się sesji innej od pozostałych. Znają już siebie przed obiektywem oraz mnie i to, co tworzę. Jednak telefon Karoliny po tym jak obejrzeli całość materiału był cudowny, pełen zachwytu i wdzięczności. Jestem równie wdzięczna – za ten czas i za nich. Uwielbiam te kadry.

Zrobiliśmy trzy sesje na tym wyjeździe, każda z nich trwała nie więcej niż godzinkę, choć może ciut więcej albo mniej… – zwykle tracę troszkę  poczucie czasu w takich sytuacjach, a też nie zawsze na same zdjęcia ten czas był wyznaczony.

Zacznę od sesji, która była naszą ostatnią. Przejeżdżaliśmy obok tego miejsca po raz kolejny. Już za pierwszym razem wzbudziło mój ogromny zachwyt. Dość nietypowa jak na Dolomity zielona sceneria. Mimo zachwytu plan był inny – najpierw jedziemy wyżej w góry, gdzie zrobiliśmy zdjęcia, które pokazuję w drugiej części wpisu. Jednak wracając poprosiłam, troszkę nie chcąc zmuszać (oni się naprawdę zmarzli), by może choć kilka zrobić tam. Naprawdę na moment. Tylko na chwilę. Ciut. Jako, że Oni uwielbiają być przed obiektywem, nie musiałam namawiać tak naprawdę. Karolina wyjęła sukienkę, którą “o tak wrzuciłam w razie co” a Norbert miał tą słynną kurtkę i mi się to połączyło. Brak obuwia przekułam w atut i pozwoliłam ich stopom marznąć (tak, taka to jestem litościwa, haha). Zimny wiatr i ich gorące serca zrobiły resztę. 

Zastanawiałam się dwa dni z jaką muzyką zestawić te zdjęcia. Nie może być inaczej jak Bregovic  i Avidan, jest to kawałek, który męczyliśmy cały wyjazd. 

 

 

Teraz czas na drugą część, która jak wspominałam powstała przed poprzednia (tak, potrafię skomplikować nawet wpis, ups). 

Jak się nie mylę, to byliśmy tu dzień wcześniej, wędrując dalej w góry. Bardzo mi się to miejsce spodobało – piętrzące się niesamowicie wysoko ściany skalistych gór, pozostałości po umocnieniach wojennych, niezwykła panorama z drugiej strony. Nie od razu podzieliłam się wrażeniami z Karoliną i Norbertem, ale okazało się, że i im serce w tym miejscu zabiło mocniej. Powstał plan. Wrócimy tam i zrobimy zdjęcia.

Pogoda była dość niepewna, zbierały się chmury i w połowie sesję przerwała nam burza (ostatnie zdjęcie pokazuje jak ona wyglądała). Schroniliśmy się i przeczekaliśmy ją w jaskini. 

Na zdjęciach widzicie sukienkę od Ochocka Atelier (co prawda Karolina zapomniała zabrać podszewki z Polski, ale nic nas nie mogło powstrzymać!).